Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Uwaga! W Wadowicach też kradną!
Uwaga! W Wadowicach też kradną! poniedziałek, 2 luty 2015, godz. 23:33

0000-PrzekazanieOd kilku tygodni głośno w mediach o złodziejskiej egzekucji komorniczej, podczas której po prostu przedstawiciel kancelarii komorniczej ukradł ciągnik rolnikowi nie obciążonemu żadną egzekucją. I wcale mnie ta informacja nie zaskoczyła. Bo to nie tylko nie wyjątek, ale też czyn nie obcy także dla wadowickiej rzeczywistości…
O złodziejstwie wadowickiego komornika, chronionym kłamstwami wówczas jego aplikanta, a dzisiaj czołowego „prawnika” lokalnej Inicjatywy, funkcjonariuszy Policji oraz łajdaka w todze sędziego już pisałem…
Ot, TUTAJ!
Ale ono nie jedyne…

Dzisiaj pokażę – co zapowiedziałem już tamtym materiałem – jak ten sam komornik okradł mnie, tyle, że w opisanym tu przypadku wspólnie z Prezesem wadowickiego Sądu Rejonowego…
I pełną wiedzę o tym złodziejstwie ma wadowicki „adwokat” Utrata, ganiający po budynku tut. sądu w prokuratorskiej todze, ale razem z tą wiedzą ma to złodziejstwo, podobnie jak i tamto opisane wcześniej w miejscu, na którym siedzi!

W czym rzecz…
Ano, 07 marca 2006 roku, w formie darowizny otrzymałem popularnego na tamte czasy „malucha”, dzisiaj kosztującego już krocie…
Jednak, że obowiązkiem dłużnika jest ujawnienie majątku i przekazanie go do egzekucji, już na drugi dzień – 08 marca – toto przekazałem Prezesowi Sądu Rejonowego w Wadowicach, do licytacji komorniczej… Nie będę ukrywał, że zrobiłem to również w trosce, aby dziecyska wierzycieli (a już zwłaszcza jednego), nie przymierały głodem…
Zaraz po zawarciu z Prezesem Sądu dwustronnej umowy, potwierdzonej z mojej strony dokumentem przekazania pojazdu do egzekucji, a ze strony Prezesa Sądu stosowną pieczęcią potwierdzającą jego przyjęcie, o zmianie właściciela pojazdu, jeszcze bodaj przed godziną 14:00 zawiadomiłem Komendę Powiatową Policji w Wadowicach.
Niestety musiało nie dotrzeć, bo około 16:00 znalazł się pewien durny, a już na pewno mocno dyspozycyjny i takoż samo nadgorliwy policjant, który najpierw straszył, potem prosił, a na koniec groził, ale o tym za chwilę, bo…

Prezes Sądu – wówczas SSR Halina Almert – jeszcze w tym samym dniu wysłała do mnie pismo, w którym bredziła, niczym… Piekarski na mękach.
Uprzejmie odpowiedziałem, bo tak naprawdę, kiedy samochód został przyjęty do egzekucji, nie tylko nie był już moją własnością, ale też mówiąc bardzo delikatnie, nic mnie już nie obchodził… Wszak dalsze postępowanie leżało po stronie Prezesa Sądu i podległego mu komornika, by było do bólu jasne – przy Sądzie Rejonowym w Wadowicach, którzy winni wystawić go na licytację…
Przepychanki trwały jeszcze jakiś czas, bo nawet Policja przysłała mi dokumenty złożone w sądzie i przyjęte wraz z autem, co tylko potwierdza ówczesną nieumiejętność czytania pism i dokumentów, w których jak byk stało, iż nie jestem już jego właścicielem… Dlatego tu też odpowiedziałem bardzo uprzejmie pomimo iż wcześniej – też jeszcze 08 marca – uzupełniłem swoją informację o zmianie właściciela pojazdu… Tym bardziej, że dysponowałem już chyba pismem Wydziału Starostwa Powiatowego w Wadowicach, z którego jasno wynikało, nie tylko kto jest właścicielem „malucha”, ale też i to, jakie obowiązki na tym właścicielu spoczywają!

By tutaj dojść do sedna, muszę stwierdzić, że do dnia dzisiejszego nie zostałem poinformowany ani o ewentualnej wycenie tego pojazdu przez biegłego rzeczoznawcę, ani o terminie jego licytacji, ani tez o kwocie jaką z jego sprzedaży uzyskano na poczet mojego preparowanego przez sprzedajnych sędziów zadłużenia!

Mam więc prawo powiedzieć to wprost, że komornik przy tutejszym Sądzie wraz z Prezesem Sądu Rejonowego w Wadowicach, po prostu tego mojego „malucha” ukradli!
Bo jeżeli byłoby inaczej, powinienem o tym wiedzieć!

Zwłaszcza, że – tu wrócę do onego nadgorliwego policjanta – jeszcze 08 marca 2006 roku, spotkaliśmy się z onym nadgorliwym pod wadowickim sądem, gdzie najpierw straszył, że zaparkowałem „malucha” w miejscu zabronionym, potem prosił, żebym zabrał bez żadnych konsekwencji prawnych (prawda, że nadgorliwy, bo nie po to go do egzekucji dobrowolnie oddałem, aby potem zabierać, zwłaszcza wierząc w życiodajny chleb dla dziecysków wierzycieli/zwłaszcza jednego), aby na końcu zagrozić postępowaniem sądowym zainicjowanym zapisem z kodeksu wykroczeń…

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAI to ten proces był frajdą, jakiej chyba nigdy więcej w sądzie nie przeżyłem…
Bo postawiono mi zarzut zaparkowania „malucha” na parkingu z zakazem, który nie dotyczył tylko… „pojazdów sądu i prokuratury”!
Nadgorliwy zeznawał pierwszy, chyba nawet jako oskarżyciel…
Żebyście słyszeli i widzieli jak bidula ugimnastykował się swoją… „elokwencją”!
Jak żem na wszelkiego rodzaju kabarety odporny, tak myślałem, że wyjdę z sali rozpraw z ogromną mokrą plamą na spodniach, bo można się było w trakcie tego „występu” po prostu posikać!

Potem – zresztą na wniosek tego nadgorliwego – wezwano funkcjonariusza Wydziału Ruchu Drogowego (przysłanego przez dyżurnego KPP podczas interwencji nadgorliwego pod sąd) i tylko po to, aby zadać mu w zasadzie jedno pytanie: dlaczego tego feralnego 08 marca nie ukarał mnie mandatem karnym za parkowanie na… zakazie?

Tylko, że ten funkcjonariusz nie tylko znał prawo, ale też rzeczowo i uczciwie odpowiedział – „… ponieważ na interwencję wysłano mnie około godz. 16:20, a pan Wyroba okazał dokument, z którego wynikało, że od godziny bodaj 13:00, właścicielem pojazdu był Sąd Rejonowy.”.
I to był już chyba finał tego procesu, chociaż przyszła jeszcze kolej na mój występ.
Był krótki, udokumentowany fotografiami, na których oprócz samochodów sędziów i prokuratorów, zaparkowanych na tym parkingu z naruszeniem prawa, jedynym uprawnionym autem do parkowania w tym miejscu był ten oddany przeze mnie do egzekucji „maluch” – jedyna na tym parkingu własność Sądu Rejonowego w Wadowicach! A więc jak na tym znaku drogowym, zakazującym parkowania tam osobom postronnym, w tym nawet sędziom i prokuratorom, których samochody były przecież prywatne, a nie samochodami „… sądu i prokuratury”.
Cóż pozostało…
Sąd uniewinnił mnie od zarzutów stawianych mi przez nadgorliwego…
A to, co zobaczyłem na jego twarzy przy ogłoszeniu wyroku – bezcenne!
Wtedy też uświadomiłem sobie, że nadgorliwość tak naprawdę jest o wiele gorsza od… faszyzmu!

Do dzisiaj zastanawiam się tylko, dlaczego nie był tak nadgorliwy do końca? M.in. w ustaleniu, co z tym „maluchem” stało się później i dlaczego… „wyparował” zamiast trafić na licytację?

Ale tego się już nie dowiemy…
Chociaż może – tak jak w przypadku ukradzionego traktora – i tę zagadkę też rozwikłają dziennikarze, przy udziale Ministra Sprawiedliwości i Krajowej Rady Komorniczej?
A przy okazji może zapytają też Prokuratora Krajowego, czy aby nie wie, kto z wadowickiej prokuratury „zajumał” kodeksy, w tym… karny i postępowania karnego?

I wiecie, miałem ten materiał wrzucić do zakładki „ponad prawem”, ale uznałem, że naprawdę to ja zadrwiłbym wówczas z prawa, bo działalność występujących tu bo(c)haterów nie miała z obowiązującym – zwłaszcza ich samych – prawem nic wspólnego, a jedyne z satyrą mocno… kabaretową!
Dlatego on w rubryce satyrycznej, abyście mogli bawić się dobrze tą właśnie satyrą z 2006 roku, w wykonaniu wadowickich „organów”, tylko z nazwy… ścigania, wymiaru sprawiedliwości i egzekucyjnych!

😀

0002-Przekazanie 0006-Przekazanie 0007-Przekazanie 0008-Przekazanie 0010-Przekazanie 0011-Przekazanie 0012-Przekazanie 0013-Przekazanie 0019-Przekazanie 0020-Przekazanie

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT