Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » W… oczekiwaniu!
W… oczekiwaniu! wtorek, 10 Luty 2015, godz. 23:35

DSC_5408Znowu „sensacja”…
„Edek, Płaszczyca pisze o tobie!”.
Takich i podobnych telefonów, maili oraz info na Fb otrzymałem kilkanaście… I co mam z tym zrobić? Ani ze mną nie rozmawiał (zresztą nigdy, chociaż razu pewnego nawet opublikował gdzieś tam wywiad „ze mną”), widać zdolny „dziennikarzyna”…
„A czytałeś komentarze?”.
Też pytano po wielokroć… Dzisiaj jeszcze nie (chociaż treści mogę się domyślić, a już na pewno, kiedy do klawiatury zasiądą wazeliniarze bądź zwolennicy szantażu). I może dlatego, iż do takiej lektury zasiadam, kiedy odczuwam potrzebę relaksu. Bo zawsze mnie śmieszą, a śmiech z kolei najbardziej mnie odpręża. Zwłaszcza z tych, którym wydaje się, że te ich najbardziej „soczyste” zrobią na mnie jakiekolwiek inne wrażenie… Gdyby tak miało być, gdybym liczne wulgaryzmy pod swoim adresem miał przyjmować do siebie, musiałbym od 32. lat nie robić tego co robię.

Zresztą dzisiaj miałem inne zajęcie…
Przeglądałem maile i SMS’y, w oczekiwaniu na decyzję kapturowo-kolesiowskiego…
Nawet był moment, że pomyślałem, iż może na stronie TMZW już opublikowana, jak oświadczenie ich Umiłowanego Prezesa, jeszcze zanim się zebrali… Ale tam też nic…
Mój pomysł realizująNo, może poza opisem prac, których byłem pierwszym pomysłodawcą!

No to zajrzałem na bloga Umiłowanego, który jeszcze wczoraj wrzucił na FB zalatujący już starością swój materiał z 04 lutego…
I o dziwo przeczytałem, toto z dzisiejszego Zbyszkowego „wydalenia się”…

„… Nie jesteśmy stowarzyszeniem politycznym (…). Należy zacząć od postawienia pytania. Czy mamy budować ofertę kulturalną dla pielgrzymów czy dla mieszkańców? Czy nasze działania pójdą w kierunku wymagań Kościoła i parafii czy życzeń i wymagań wadowiczan?”.

I od razu zapytam – a jakimże to stowarzyszeniem dzisiaj jest TMZW, jeżeli nie politycznym?

Jednak, kiedy on sam dzisiaj rżnie głupa, udaje, że nic się nie stało, próbuje dać Wam wszystkim do zrozumienia, że to Wyroba jest sobie sam winien zaistniałej sytuacji, może zanim dojdę do dalszych konkluzji, zacytuję samego Jurczaka, z rozmowy telefonicznej, gdy zadzwonił tylko po to aby naskoczyć na mnie za moje rzetelne materiały o kłamstwach w kampanii wyborczej Klinowskiego.
Kiedy na jego pytanie – dlaczego tak „ładujesz?”, uczciwie odpowiedziałem, że za kłamstwa z kampanii czekam na jedno słowo: PRZEPRASZAM! – Jurczak raczył odpowiedzieć – żeby nie było wątpliwości zacytuję: „… Ja mam w dupie kłamstwa przeciwko tobie, jak ja załatwiam, żeby Towarzystwo mogło wrócić na Kościelną, a ty mi kurwa bruździsz”.
W tym miejscu rozmowy padło moje pytanie – „… A czym ci brużdżę?”, a zaraz po nim stwierdzenie: „… Dobrze, to ja składam rezygnację z Towarzystwa”.
Na co Jurczak kontynuował: „… Jesteś kojarzony ze mną i czy ty myślisz, że przed wyborami kurwa Klinowski, rozumisz, bo jo sie na tego, Klinowski to mówi no, twoi koledzy, ten twój kolega Wyroba, to tobą tego, tego, a ja kurwa cały czas wszystko od paru lat robię, bo była szansa, żeby wrócić”
W tym miejscu przerwałem: „… Ale Zbyszek, ale nie opierdalajże mnie, no to ja mam dla Klinowskiego być szmaciarzem, który nie uczestniczył kurwa w żadnym kawiorowym spotkaniu, a on mnie będzie uznawał za…”.
Tu krótko Zbyszek: „… Ale mnie to nie obchodzi”.
I znowu ja: „… Ale mnie to obchodzi, bo to jest kurwa mój honor!”.
Na co Jurczak: „… Ja mam w dupie twój honor, dla mnie ważniejszy jest lokal dla Towarzystwa”.
I zakończyłem: „… Dobrze, to ja rezygnuje z Towarzystwa!”.

Zacytowałem tu wierny zapis fragmentu (dlaczego tylko fragmentu? – niech na razie zostanie tylko rozmówców tajemnicą) rozmowy telefonicznej, z 15 grudnia ub. roku, dodam, że prowadzonej z inicjatywy Zbyszka Jurczaka.

I nie będę ukrywał, że już wówczas uznałem sprawę za załatwioną…
Że weźmie guru TMZW listę tych jeszcze tylko 49. członków, długopis czy ołówek i skreśli Wyrobę, na co dostał moje przyzwolenie i będzie po sprawie…
Po prostu, po koleżeńsku nie chciałem mu stać na drodze do jednoznacznego geszeftu…
Ale nie…
Umiłowany Prezes, żeby nie tylko poddać się szantażowi Klinowskiego, jednoznacznie w tej rozmowie ujawnionemu, ale jeszcze łgać niczym…, zażądał spotkania ze mną w dniu 03 lutego, bowiem jak wyraził to w rozmowie telefonicznej z 02 lutego, „… musimy dojść do jakiegoś konsensusu”.
Poszedłem… Bo dlaczego by nie?

Najpierw spięty, że szpilki z zadka by mu nie wyjął, gadał o wszystkim, tylko nie o nurtującym wyłącznie Zbyszka problemie…
Kiedy jednak pozostało półtorej godziny do wykładu dr Konrada Meusa, którego nie zamierzałem opuścić, zaczął niby w temacie, ale cały czas krążąc, a to wokół wizyty w TMZW Piotra Wyrobca, któremu potrzebne były Krausowe fotografie, a to o pogrzebie pana Rafała Tatki, a to o naczelniku Skrzypczaku itp…
By finalnie wpaść na naprawdę genialny (szczerze: genialny!) pomysł: „… My cię jutro na Zarządzie relegujemy z Towarzystwa”.
I nie usłyszał sprzeciwu, a nawet uzyskał z mojej strony pełną aprobatę dla tej decyzji, wszak wyraziłem zgodę na ten krok już 15 grudnia ub. roku, a więc ponad półtora miesiąca wcześniej…

Nie będę też ukrywał, że do telefonu Jurczaka, tego w dniu 02 lutego, byłem przekonany, że już dawno jest po całej sprawie, którą mógł załatwić na forum TMZW po cichu, bez rozgłosu i tych jego łajdackich kłamstw na mój temat.
Przyjaciołom z miastaMyślałem bowiem, że Jurczak, mieniący się przyjacielem nie tylko moim ale całej mojej rodziny, zwyczajnie ma jaja i co prawda podda się szantażowi Klinowskiego, ale bez rozgłosu, a przede wszystkim bez szkalowania mojej osoby.
Jednak nie…

On zamiast poinformować Zarząd TMZW, że dobrowolnie i z własnej woli złożyłem rezygnację z członkostwa w Towarzystwie, musiał zwołać już na drugi dzień – 04 lutego – „specZarząd”, aby dla Klinowskiego upajać się swoją „towarzyską siłą” oraz równie „towarzyskimi sukcesami”.
Musiał upaść do rynsztoka własnej przeszłości politycznej, aby pokazać Klinowskiemu, co on to nie… potrafi!
Tylko, że na to, a zwłaszcza na kłamstwa Jurczaka pod moim adresem, już mojej zgody nie było i nigdy nie będzie!

Nie będę też ukrywał, iż zdziwiło mnie zachowanie Zbyszka…
Że znając mnie od prawie 40. lat a od 1993 roku, ze stałych i jednoznacznych, zarówno poglądów politycznych jak i pracy publicystycznej, posunął się na taki krok wiedząc bardzo dobrze, że z Przyjaciółmi, to ja mogę nawet w ogień, ale wrogowi, a już na pewno fałszywemu przyjacielowi nie odpuszczę nawet tyle, ile u niego brudu za paznokciem…

I nawet nie może zaprzeczyć, że doskonale o tym wiedział, bo sam już zamykał u mnie drzwi z drugiej strony, m.in. kiedy przyszedł z oświadczeniem do „Nad SKAWĄ”, którym informował czytelników, żeby… nie kojarzyli go ani z tą gazetą, ani z Wyrobą (co Wam to przypomina?).
Jak tę swoją „opozycyjną” wobec „Nad SKAWĄ i Wyroby wolę realizował, wystarczy zajrzeć do archiwalnych numerów tamtego pisma…

Dlatego nie tylko należy stwierdzić, że to Jurczak upolitycznił Towarzystwo – które nigdy do 15 grudnia 2014 roku, nie było strukturami politycznymi – dając się wodzić Klinowskiemu na łańcuchu jego polityczno-personalnych oczekiwań!
Należy też jasno odpowiedzieć Jurczakowi na pytanie, które zadał w tym swoim blogowym „wydaleniu”…

Tak Zbyszku, powinniśmy „… budować ofertę kulturalną dla pielgrzymów oraz dla mieszkańców”.

Ale zmarnowałeś szansę…
Bo to już nie nasze działania, ale tylko twoje pójdą w kierunku wymagań burmistrza Klinowskiego, jego kolesiowskiej sitwy, której nawet nie zamienił po Filipiakowej, ale starannie tę swoją z tamtą Filipiakowej zintegrował oraz w kierunku życzeń i wymagań tych wadowiczan, dla których Klinowski objawia się wręcz boskim pożeraczem… naszych wspólnych kanapek!

Cóż, pewnie na tym tylko ci zależało?
Bo czego jak czego, ale tego, że degustować lubisz, odmówić ci nie można…

Więc… smacznego!

I racz przysłać mi tę decyzję tego kapturowego sądu kolesiowskiego…
Bo ja, bez wyższego wykształcenia swoje ośmiostronicowe stanowisko pisałem dla was tylko cztery godziny, a wam – magistry – na jedno zdanie dwa dni za mało?
Czy może „sędzia” Jurczak nie wie, jak ma się na „wyroku” podpisać?

😀

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT