Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Wadowice – miasto, w którym urodził się Karol Wojtyła…
Wadowice – miasto, w którym urodził się Karol Wojtyła… niedziela, 13 Lipiec 2014, godz. 02:24

Tak! Tak! I po stokroć tak!
Bowiem nigdy nie były miastem papieża Jana Pawła II!
Wadowice, tak jak od 1920 roku były, tak na zawsze pozostaną miastem Karola Wojtyły juniora, tu w tym mieście zwanego Lolusiem… Tego małego chłopca, a później ucznia i absolwenta wadowickiego gimnazjum, zafascynowanego literaturą i teatrem, który gdyby nie wojna, a w zasadzie jeden epizod, nieopacznie pokazany nawet w jednym z filmów biograficznych o przyszłym papieżu, nigdy nie zostałby kapłanem…
Bo celem tego najpierw chłopca a później młodzieńca była poezja i aktorstwo, w których spełniał się od wczesnej młodości u boku Kazimierza Forysia oraz Mieczysława Kotlarczyka…

Że został kapłanem, spowodowała – pokazana jakże wyraźnie na przywołanym wyżej filmie – łapanka na jednej z krakowskich ulic, podczas której w ręce hitlerowskich oprawców wpadła przyjaciółka Wojtyły, a On sam uciekł i…
Nie zamazując historii powiedzmy to wprost – uciekł pod „sukienkę” hrabiego Stefana kardynała Sapiehy…
A, że lata okupacji ciągnęły się niczym guma od majtek, z obawy o swoje życie trwał Wojtyła w bezpiecznym schronieniu i… tak mu już zostało.
I nie mam Mu tego za złe…
Wybrał przecież, jak zapewne wybrałoby – a nawet wybrało – wielu innych drogę, która dawała Mu gwarancję spokojnego, w miarę dostatniego, nie głodnego życia oraz przetrwania mroku okupacji…

Za złe mam za to władzom krakowskiego Kościoła katolickiego oraz władzom Gminy Wadowice, że kiedy już Wojtyła został papieżem, nie wykorzystały tej danej miastu i regionowi szansy, ponad… własne korzyści!
Bowiem obrzydzenie bierze, kiedy widzi się oszukiwanie mieszkańców oraz turystów replikami domu i zbiorów w kamienicy, gdzie jedno z mieszkań zajmowali Karola rodzice i pokazuje im kilka mało znaczących miejsc, w tym i tych nie mających żadnego związku z życiem tego Wadowiczanina, chociaż tych autentycznych, namacalnych, które jeszcze dzisiaj można – w dosłownym tego słowa znaczeniu – dotknąć, jest co najmniej sześćdziesiąt…
Wszystkie opisałem w przygotowanym przewodniku „Młodzieńczym szlakiem…” itd,
z którym każdy mógłby przejść się tam, gdzie żył i chodził Karol Wojtyła…
Oczywiście nie ujawnię ich tu wszystkich, bo to moja praca, która – mam nadzieję – w niezbyt odległej przyszłości znajdzie sponsorów i uznanie, zarówno u mieszkańców Wadowic jak i u turystów…

Oczywiście są w tym przewodniku pokazane wszystkie te nieliczne miejsca, które obecna władza pokazuje jako jedyne mające związek z osobą młodzieńca z ul. Kościelnej 7.

Ale czy ktokolwiek mówi mieszkańcom i turystom, że przy Rynku, pod nr 5, stoi narożna kamienica Teofila Kluka (1860-1943). Miała na parterze od 1900 roku ekskluzywną restaurację. Ów popularny kupiec pełnił w latach międzywojennych funkcję radnego, burmistrza i prezesa „Czytelni Mieszczańskiej”. Kluk nosił w czasie uroczystości frak i wysoki cylinder. Tak witał i na pewno w obecności Karola Wojtyły, w 1929 roku prezydenta Mościckiego i takim zapamiętał go dziewięcioletni wówczas Loluś. I pewnie do końca swoich dni też pamiętał, że burmistrz Kluk miał małego psa, paradującego po Rynku w stosownej odzieży i obuwiu. Nadto miał Teofil Kluk swoją ulicę (obecnie Poprzeczna). Co prawda burmistrzowanie skończyło się około 1931 roku komisarycznym zarządem miasta, ale życzliwa pamięć po Teofilu Kluku pozostała, co nawet podczas jednej ze swoich wizyt w Wadowicach podkreślał Jan Paweł II. Po wojnie restauracja w ramach PSS „Społem” była knajpą „Pod Lipką”, potem jadłodajnią, a jeszcze później barem mlecznym. Dzisiaj jest to przyzwoity i tani bar. Przed kamienicą, jak dawniej rośnie lipa, przy której w czas kwitnienia brzęczą pszczoły i jak dawniej można na chwilę przysiąść. „Pod Lipką”.

A dalej, już za ulicą, dom przy Rynku z nr 6, sprzed 1840 roku. Około 1887 roku kamienicę kupił Józef Dworak. Kupiecka rodzina Dworaków przybyła z Czech. W 1911 roku kamienicę od Dworaków odkupił Kazimierz Homme (1867-1931), magister farmacji, długoletni prezes „Sokoła”. Jego córka Anna była żoną Zbigniewa Siłkowskiego (1919-1996), ekonomisty, żołnierza września i więźnia stalagów, ale przede wszystkim najbliższego szkolnego przyjaciela Karola Wojtyły. To ten dom i rodzinę Siłkowskich odwiedzał po wojnie ksiądz a potem biskup Wojtyła, przy każdorazowym pobycie w mieście.

Idąc wadowickimi śladami Karola Wojtyły nie możemy pominąć przy Rynku kamienicy nr 8. Jest to budynek z około 1830 roku, pierwotnie piętrowy z wysokim, mansardowym dachem. Od II połowy XIX wieku był własnością rodziny Klugerów. Tu mieszkał Jerzy Kluger, szkolny kolega Karola Wojtyły, u którego młody Wojtyła zaspakajał swoje ogromne zainteresowanie muzyką klasyczną. Słuchał jej z radia, które kupił ojciec Jerzego Klugera. Mieszkający przez lata w Rzymie Jerzy Kluger, był głównym organizatorem wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze.
Do obecnego stanu dom nadbudowano około 1912 roku.

Tu pomińmy fragment mojego przewodnika i skierujmy się w ulicę Mickiewicza….

Oczywiście musimy przejść obok budynku przy Rynku, z numerem 15… To kamienica z około 1830 roku. Obecne podcienie powstały w latach siedemdziesiątych XX wieku. Kamienica od ok. 1900 roku była własnością przedsiębiorcy Józefa Lisko (1870-1929), który po sprzedaniu posesji nr 2 w Rynku, w tej tutaj otworzył cukiernię.
Zajmujący cały parter (łącznie z teraźniejszymi podcieniami i bankiem) lokal, od samego początku, tj. od 1911 roku, cieszył się dużą popularnością.
Od 1936 roku do roku 1945, lokal dzierżawił wiedeński cukiernik, Karol Hagenhuber. Podobno to on przywiózł do Wadowic recepturę kremówek, które dzisiaj, przez błędnie interpretowaną (i co rusz ubarwianą nowymi „faktami”) wypowiedź Papieża, stanowią słodko-mdławo-margarynowy znak rozpoznawczy miasta.
Rozniosło się nawet, że o ich specyficznym, super smaku, miał decydować spirytus dobrze macerowany z żółtkami jaj, którego – jak poinformował syn cukiernika – Karol Hagenhuber nigdy do produkcji tych słodkości nie używał. Po wojnie kawiarnia upaństwowiona nosiła nazwę „Ludowa”, a następnie „Ania”. Przy marmurowych stolikach, w wiedeńskim wystroju wnętrza, spotykała się lokalna inteligencja rozgrywająca partie szachów w asyście licznych kibiców.
Na zapleczu kawiarni, od ulicy Mickiewicza w bramie, w czasie lata, Wadowiczanie i przyjezdni kupowali najlepsze, nieupaństwowione wadowickie lody. Produkowali je syn i córka pierwszego właściciela – Józefa Liski. I te lody były w owym czasie najlepszym świadectwem przedwojennej jakości wadowickiego cukiernictwa.

Dzisiaj, już tylko z samym wspomnieniem niepowtarzalnego smaku tamtych lodów, wejdźmy w ulicę Mickiewicza, jedną z głównych arterii miasta wytyczoną w średniowieczu, która szczególnego znaczenia nabrała z końcem XVIII wieku, kiedy zaczęto budować tzw. cesarski gościniec, czyli bitą, kamienistą drogę łączącą Cieszyn (a dalej Wiedeń) ze Lwowem. Od tamtej chwili ulica ożywiła się znacznie i obok wozów handlowych, furmanek i furek jarmarcznych pędziły nią co najmniej raz dziennie dyliżanse do Wiednia i do stolicy Galicji – Lwowa. Ulica nazywana wcześniej Choczeńską, do 1898 roku nosiła nazwę Wiedeńskiej. W 1890 roku, kiedy uroczyście sprowadzano prochy Adama Mickiewicza na Wawel, w Wadowicach była siedziba Ludowego Komitetu uroczystości pogrzebowych. W kilka lat później, na pamiątkę tamtych wydarzeń nadano ulicy imię Adama Mickiewicza. Cała zabudowa ulicy pochodzi w większości z okresu galicyjskiego. Od 1875 roku zapełniła ją młodzież najstarszego, regionalnego gimnazjum.

Zmierzając w kierunku Andrychowa mijamy wejście na Plac Bohaterów Getta (na który jeszcze wrócimy, ale już z przewodnikiem), aby kilkanaście metrów dalej, po prawej stronie dostrzec kamienicę z numerem 12. To tu do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia była cukiernia rodziny Hernichów. Założył ją Franciszek Hernich, a potem kontynuował działalność ojca syn Antoni (1858-1927).
Z cukierni korzystała głównie młodzież z gimnazjum bo było tanio, dużo, a kiedy ubogim „żakom” brakowało pieniędzy – na kredyt.

I, kiedy podczas ostatnich odwiedzin w rodzinnych Wadowicach Papież mówił: „… a tam była cukiernia”, do której poszli po maturze na kremówki, to właśnie tą tanią, przystępną na kieszeń gimnazjalisty cukiernię wspominał, a nie jak próbują nam wmówić inni, elitarną i bardzo drogą na tamte czasy cukiernię Karola Hagenhubera przy Rynku (o której, patrząc w jej witrynę Papież powiedziałby przecież: o, tu była cukiernia… Jak zresztą powiedział o księgarni Foltina). Szczególnie, że wiadomym jest, iż tamtego niezapomnianego uśmiechu na twarzy Jana Pawła II, nie przywołał smak ciastka czy nawet jego cena, ale wspomnienie o zakładzie maturzystów, co do ilości zjedzonych kremówek…
Zakładzie opłakanym dla nich w skutkach…

Trochę dalej, po przeciwnej stronie ulicy widzimy połączone ze sobą dwie kamienice między ulicą Żwirki i Wigury a Mickiewicza. Obie zwrócone elewacją na ogródek sądowy. W tej kamienicy przy ul. Mickiewicza 11, mieszkała rodzina Kotlarczyków. Stefan Kotlarczyk (1878-1931), oficjał sądowy, był założycielem i prezesem Towarzystwa „Jagiellonka”, organizatorem ruchu teatralnego. Jego syn, Mieczysław, dr filozofii, polonista i długoletni przyjaciel Karola Wojtyły, był założycielem, a do roku 1967, dyrektorem i reżyserem krakowskiego Teatru Rapsodycznego, w którego zespole Karol Wojtyła, już w okresie krakowskim, z powodzeniem i ogromnym uznaniem realizował swoje aktorskie ambicje.

I tak dalej, dalej, dalej, aż…

Po przeciwnej stronie „Mikołaja”, w kierunku Skawy i Jaroszowic, w latach młodości Karola Wojtyły były Błonia miejskie, tradycyjne miejsce żołnierskich ćwiczeń i rodzinnych majówek, z boiskiem sportowym, na którym swoje piłkarskie umiejętności doskonalił Karol Wojtyła. A, że dobrym był graczem to koledzy często wybierali go kapitanem drużyny. Miał nawet swój piłkarski pseudonim „Martyna” (od nazwiska znanego wówczas obrońcy jednej z lwowskich drużyn piłkarskich Pogoni Lwów — Henryka Martyny). Najczęściej jednak Lolek był bramkarzem, a wtedy cała drużyna zachwycała się jego zręcznością.
W 1977 roku zlokalizowano tutaj Stadion Miejski 650-lecia Wadowic, który pełnił rolę lądowiska dla papieskiego helikoptera podczas wizyt Jana Pawła II w rodzinnym mieście.

Tu znowu pominę i to bardzo obszerne fragmenty swojego przewodnika, abyśmy…

Za kompleksem Sióstr Nazaretanek, tuż za budynkiem „Ochronki”, do której chodził Karol Wojtyła, skręcili w ulicę Legionów. Po lewej stronie miniemy wjazd na osiedle, szkołę muzyczną i dojdziemy pod budynek z numerem 15, gdzie mieszkał długoletni dyrektor gimnazjum, Kazimierz Foryś (1906-1982), literat z kręgu Emila Zegadłowicza, nauczyciel i duchowy przewodnik Karola Wojtyły. To pod opieką tego dyrektora i polonisty Karol Wojtyła stawiał swoje pierwsze młodzieńcze kroki „na szlaku” poezji i na deskach teatralnych kółka dramatycznego oraz poznawał literackie piękno ojczystego języka.

Idąc dalej, do skrzyżowania, po lewej stronie ukaże się nam okazały, zabytkowy budynek stacji PKP z 1800 roku /ul. Piłsudzkiego nr 10/. To stąd, kiedy nie szli pieszo, wyruszał Karol Wojtyła wraz z Ojcem do kalwaryjskiego sanktuarium, a czasem do Krakowa. Tu swój początek ma niebieski szlak PTTK im. Czesława Panczakiewicza na Leskowiec. W niezbyt dalekiej przeszłości wykonano kosztowny remont budynku, zachowując jego estetykę typową dla galicyjskiej architektury użytkowej.

Teraz wejdziemy w zacienioną alejkę widoczną na wprost budynku stacyjnego. Wytyczono ją pośród pól i zabudowań gospodarskich z końcem XIX wieku, a w 1964 roku wybudowano przy niej osiedle XX-lecia PRL. Po latach PRL zniknął… Osiedle zostało.

Na końcu alejki ukaże się nam okazały obiekt szkolny przy ul. Sienkiewicza /nr 9/. Pierwsze wzmianki o szkole w mieście pochodzą z 1539 roku.
W XVII wieku powstała miejska fundacja bursy dla ubogich uczniów. Do 1821 roku była to szkoła trywialna, a następnie tzw. Szkoła Główna Obwodowa mająca trzy klasy. W 1902 roku powstał przy ówczesnej ulicy Długiej (od 1915 roku ul. Sienkiewicza), dwupiętrowy gmach z przeznaczeniem dla szkoły żeńskiej, która mieściła się tu do 1939 roku. Szkołę rozbudowano w latach trzydziestych, a po II wojnie światowej dobudowano prawe skrzydło i trzecie piętro, po czym umieszczono tu szkołę męską (Nr 1) oraz żeńską (Nr 2). Nad głównym wejściem do budynku widnieje herb miasta z 1902 roku. Zainteresowanych dziejami wadowickiej oświaty odsyłam do „Zarysu dziejów oświaty” G. Studnickiego.

(…)

… za ogrodzeniem szkoły, spojrzymy na tragicznie już okrojony teren plant miejskich, miejsce rodzinnych spacerów i zabaw małych wadowiczan, w tym również Karola Wojtyły.
W XIX wieku przy ulicy Lwowskiej, w miejscu dzisiejszych banku i poczty, stał sobie pałacyk łączący w swej bryle wielorakie koncepcje architektoniczne, a teren za nim, pomiędzy obecną ulicą Sienkiewicza, Wojtyłów i szkołą, zajmował jeden wielki ogród Szwarców. Po koniec XIX stulecia większość terenu sprzedano na inwestycje, a wzdłuż dawnej ul. Ogrodowej, pomiędzy ul. Teatralną, a budynkiem szkoły, urządzono planty, których pozostałością jest dzisiejszy Plac Solidarności, przez miejscowych nadal zwany Plantami. Stoją tam dwa pomniki…
W tym z nierdzewnej stali zakuto pamięć po bardzo wyolbrzymionych liczbowo wadowickich ofiarach zbrodni katyńskiej, w tym z kamienia podpartego okrętową kotwicą, wspomnienie o najgorszych dla Wadowic, nieudolnych i niegospodarnych władzach samorządowych.

Dla uściślenia faktów podam, że „pomnik katyński” uwzględnia nazwiska wszystkich zamordowanych, którzy w jakikolwiek sposób mieli związek z Wadowicami, bądź tylko przez Wadowice się „przewinęli”. Są tam nazwiska osób, które np. tylko przez dwa miesiące odbywały kurs na szkole podoficerskiej 12 pp lub 56 ck pułku. A tak naprawdę w miejscach tzw. „kaźni katyńskiej”, mordercy Stalina odebrali życie tylko około 20. mieszkańcom powiatu wadowickiego.
Ale proszę nie dziwić się tej nierzetelności historycznej, bo… taka historia, jaki „historyk”, który na polecenie lokalnych władz „historię” tą opracował!

(…)

Przed domem kultury, w miejscu dawnego boiska Klubu Sportowego „Kolejorz”, na którym Karol Wojtyła obronił wiele bramek w swoich meczach piłkarskich, znajduje się granitowy blok symbolizujący rozdarty komin krematorium. Obelisk czci pamięć kilkudziesięciu nauczycieli poległych w czasie wojny. Wśród nich Władysława Wiśniowskiego, majora rezerwy, organizatora tajnego nauczania, oficera podziemia zamordowanego przez Polaków w 1946 roku. Pomnik autorstwa Bronisława Kurdziela z Kalwarii, odsłonięto w 1974 roku. Tu odbywały się też coroczne wystawy rolnicze.

Spod pomnika upamiętniającego męczeńską śmierć nauczycieli z Ziemi Wadowickiej przejdziemy obok okazałej siedziby Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do ulicy Krakowskiej, a dalej, mijając ulicę Zacisze, w kierunku Rynku, gdzie po lewej stronie ukaże się nam okazały budynek Czytelni Mieszczańskiej, oznaczony numerem 8. Jest on świadectwem powstałego w 1889 roku drugiego z największych (obok TG „Sokół) wadowickich stowarzyszeń społeczno-kulturalnych – Czytelnia Mieszczańska. Na jego siedzibę wzniesiono w 1906 roku ten właśnie parterowy budynek przy ul. Krakowskiej, zachowany od tamtych lat z niewielkimi zmianami do dzisiaj. Posiada elewację z charakterystycznymi detalami zdobniczymi charakterystycznymi dla przełomu XIX i XX wieku. Była tu niewiele mniejsza niż w „Sokole” sala teatralna, a według niektórych relacji jej kurtynę malował, podobnie jak w krakowskim Teatrze Słowackiego, Henryk Siemiradzki. Niestety po II wojnie światowej kurtyna zaginęła. W obiekcie funkcjonowała też sala bilardowa oraz najelegantsza w mieście kręgielnia. W okresie Polski Ludowej kręgielnię zniszczono, jako przybytek burżuazyjnej rozrywki, natomiast budynek wykorzystywano m.in. na wiece, zabawy ludowe oraz dla prac wojskowych komisji poborowych, a następnie zamieniono na pracownię szwalniczą jednego z przedsiębiorstw. Po likwidacji firmy niszczejący budynek zwrócono miastu. Po remoncie obiekt adaptowano na centrum okulistyczne jednej z radnych powiatowych oraz na potrzeby Klubu Ka-Relaks.
Obecnie, jak głosi napis nad wejściem, jest to dom rodzinny Jana Pawła II (?) – pewnie ofiarowany Karolowi. Wojtyle przez Burmistrza i miejskich rajców… pośmiertnie?

Spod „Czytelni mieszczańskiej” skierujemy swoje kroki w prawo, w ulicę Wąską, aby dojść do ulicy Zatorskiej i dalej w prawo. Po lewej stronie ulicy zwrócimy uwagę na dom z numerem 7. To dom z XVIII wieku, najstarszy na ulicy, pierwotnie parterowy. Tu przed wojną mieszkał długoletni katecheta szkolny, ks. Kazimierz Rospond (1883-1961). Teraz mieszka tam na piętrze Zbigniew Jurczak, animator kultury, artysta, jeden z założycieli Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej.
To właśnie Jego mieszkanie od lat dziewięćdziesiątych ub. wieku stanowi „podziemne” lokum dla Towarzystwa wyrugowanego przez lokalny samorząd ze swojej siedziby przy ul. Kościelnej 4. Tu były pierwsze spotkania organizacyjne KPT Beskidnicy (1969) a później Towarzystwa i tu, w latach 1971-77, była jego pierwsza siedziba.

Kierując swoje kroki w dół ulicy, po prawej stronie zobaczymy kolejne po sobie dwie kamienice, z numerami 12 i 14. Obydwie należały do rodziny Prażmowskich. W domu nr 12 do 1965 roku była cukiernia i piekarnia, a przed wojną, do 1938 roku, na piętrze miał swoją pracownię rzeźbiarz Wincenty Bałys. Obok licznych artystów z kręgu „Czartaka II” m. in. bywał tu często jeden z najbliższych przyjaciół Bałysa – Karol Wojtyła.

(…)


I w tym miejscu zakończę…
Chociaż jest jeszcze jakże wiele innych miejsc, które ten mieszkający 18 lat w Wadowicach Karol Józef Wojtyła odwiedzał, do wielu wpadał przypadkowo, a jeszcze inne tylko podziwiał, aby np. zerknąć na górującą wówczas z nad budynków nad miastem Synagogę…

Jednak my mimo wszystko tak właśnie na dzisiaj zakończymy tę niecodzienną – inną od wszystkich wcześniej proponowanych przez władze miejskie – wędrówkę, po tej zaledwie szczypcie śladów przemierzanych w latach dziecięctwa i młodości przez wadowickiego młodzieńca – jakich było tu z nim wielu – którego dopiero późniejsze, jakże tragiczne i zawiłe ścieżki życia zaprowadziły do Watykanu…

Wszak zapewne już tylko po tym maleńkim fragmencie mojej pracy widzicie Państwo, co miasto i jego mieszkańcy mogli zyskać na Karolu Wojtyle, gdyby nie pazerna na papieża Jana Pawła II władza samorządowa, do której nadal nie dociera, że tu urodził się Karol Wojtyła junior…
Właśnie ten mały Loluś…
Bo nie rodzą się… papieże!

Chociaż nie mogę zaprzeczyć, że głupców bardzo wielu…
Czego na lokalnej scenie politycznej doświadczamy każdego dnia!

Prawa autorskie zastrzeżone.
Wykorzystywanie i przekazywanie bez zgody autora wiedzy tu pozyskanej, będzie po prostu bezwzględnie ścigane.

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT