Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Coś z kultury » Wernisaż i… debiut!
Wernisaż i… debiut! piątek, 26 Październik 2012, godz. 22:34

Nie tak dawno informowałem, że kolejny, piąty już Plener Malarsko-Fotograficzny im. Franciszka Suknarowskiego, mamy za sobą… Dzisiaj mamy też za sobą Wernisaż wystawy poplenerowej, która będzie czynna w Centrum Kultury i Promocji Gminy Brzeźnica do 15 listopada 2012 roku…
Wernisaż odbył się wczoraj (25.10.), z udziałem władz Gminy Brzeźnica, która w tym roku gościła malarzy i fotografików Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej. Tym samym – po Mucharzu, Stryszowie, Kalwarii Zebrzydowskiej i Lanckoronie – Brzeźnica jest kolejną gminą naszego powiatu, której historię i piękno pokazujemy swoją pasją oraz swoimi pracami… Tu warto zaznaczyć, że prace te przekazujemy zarówno Gminie Brzeźnica, jak i Starostwu Powiatowemu aby służyły do promocji naszego regionu…
Niektóre prace prezentowane na wystawie możecie Państwo obejrzeć na fotografiach załączonych do tego materiału, jednak zapewniam, że nie oddają one rzeczywistości, z którą możecie zderzyć się tylko tam, w Centrum Kultury i Promocji w Brzeźnicy…

Na obrazach wykonanych w różnych technikach gminę oraz jej mieszkańców dokumentowali malarze i plastycy, w tym dwoje spoza granic naszego kraju: Małgorzata CICHOŃ, Włodzimierz CZORNOBAY, Jakub GIERMEK, Florian KOHUT, Grzegorz GIEREMEK, Ireneusz MŁYNARCZYK, Zofia WRÓBEL, Mira SABATOWICZ, Marek ŁASAK, Rafał LENART, Elżbieta SIWEK, Amiran PARKOSADZE, Roman WRÓBEL oraz Zbigniew JURCZAK.
Zaś na fotografiach dokumentowali: Robert GRACA, Zygmunt KRAUS, Sławomir MASTEK, Teresa RZYCKA, Janusz SOBALA, Joanna SZYMAŃSKA, Janusz ŚWITALSKI, Tomasz WASILEWSKI, Adam WRÓBEL, Małgorzata WÓJTOWICZ oraz relacjonujący te wydarzenia Edward WYROBA.

Śledzący od początku plenerów im. Franciszka Suknarowskiego nasze poczynania na pewno zauważyli, że w tym roku debiutował z nami kolejny malarz zagraniczny, ale przede wszystkim w fotografii… Zygmunt KRAUS, m.in. jeden z założycieli i długoletnich członków Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej oraz Muzeum Miejskiego przy ul. Kościelnej (z którego dzisiaj została tylko replika!), a obecnie twórca i właściciel jedynego w kraju prywatnego Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej, w którym obok ekspozycji wiodącej, poświęconej pamięci lotników amerykańskich walczących o wolną Polskę w I i II wojnie, możemy obejrzeć ekspozycje poświęcone przyjaciołom-malarzom Karola Wojtyły (w tym m.in. Karolowi Pustelnikowi, Jachom – seniorowi i juniorwi, Janowi Sarnickiemu), lotnikom polskim, 12. Pułkowi Piechoty, zbrodni katyńskiej i katastrofie smoleńskiej, Błękitnej Armii gen. Hallera, wadowickim Żydom oraz inne oryginalne eksponaty, obrazujące m.in. wspólną historię Polski i Stanów Zjednoczonych AP…

Nie ukrywam, że sam byłem zaskoczony tym debiutem, dlatego pokusiłem się o kilka pytań…
– Zygmunt, dlaczego fotografia i dlaczego dopiero dzisiaj?
– Fotografia zawsze była moją pasją, jednak nigdy wcześniej nie miałem na nią czasu. Do tej pory ważniejsze były pamięć i historia, które składają się na moje muzeum. Robiłem to wierząc, że robię coś dobrego dla miasta i jego mieszkańców, a przede wszystkim dla młodzieży i jej nauczycieli. Niestety, wadowickie władze samorządowe na moim przykładzie pokazały, że z patriotyzmem mają tyle samo wspólnego co wół z karetą…
– Co masz na myśli?
– Czemu pytasz, kiedy przecież doskonale wiesz…
– Tak, wiem od dawna, że byłeś wadowickiej i tomickiej władzy potrzebny do czasu, kiedy mogła się pokazać w amerykańskim towarzystwie. Ty harowałeś, władza „błyszczała”, tylko że ten „blask” cały czas czuć było gnojowiskiem…
– To ty powiedziałeś.
Dlatego ty odpowiedz mi do końca na pytanie, które zadałem na początku, bo jeszcze nie powiedziałeś dlaczego dopiero dzisiaj?
– Uczestniczyłem w tym plenerze po raz pierwszy w tym roku, ponieważ na tłuczańskich polach, a więc na trenie Gminy Brzeźnica, w 1944 roku spadł „Anioł Piekieł”, amerykański bombowiec zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą. Sześciu członków jego załogi zginęło, pięciu trafiło do niewoli, gdzie przeżyli do końca hitlerowskiej okupacji. To im przez lata poświęcałem swój wysiłek i tylko swoje pieniądze właśnie po to, aby przetrwali w naszej pamięci. I z mojej inicjatywy, przy wsparciu nieżyjących już Zbyszka Mutki i Kazimierza Boguni, blisko miejsca tragedii powstał obelisk, pod który zjeżdżali najważniejsi przedstawiciele amerykańskich władz, w tym sekretarz Stanu – Rice oraz gen. Kutyna, z pochodzenia Polak, że o kolejnych ambasadorach i konsulach amerykańskich w Polsce nie wspomnę. Władza nic mi w tym nie pomogła. Ale kiedy już wszystko zrobiłem, Filipiakowa z Gieruszczakiem byli pierwsi. Tylko, że Amerykanie nie byli głupi i prześwietlili te rozgrywki na wylot. Teraz przyjeżdżają tylko do mnie, do muzeum, wadowicki ratusz i remizę w Choczni omijając ogromnym kołem.
– Ale ty Zygmunt nie odpowiadasz na moje pytanie, tylko opowiadasz historię, którą, oczywiście oprócz Ciebie, ja chyba znam najlepiej?
– Nie przerywaj mi to odpowiem… Bo jak wiesz, też za swoje pieniądze i ze swojej inicjatywy dotarłem do jednego z żyjących pilotów tamtego amerykańskiego bombowca – Vernona Christensena. Najpierw zostaliśmy Przyjaciółmi. Nawet na jakiś czas zamieszkałem w jego domu. Piękne miejsce, na terenie byłego indiańskiego rezerwatu… Potem, w 1994 roku, Vernon z synem przyleciał do mnie, na organizowane przeze mnie obchody 50. rocznicy zestrzelenia „Anioła Piekieł”. I jak wiesz, w maju w tym roku mój Przyjaciel zmarł. Wiesz też, bo byłeś 13 września w muzeum, że synowie Vernona przyjechali z rodzinami na kolejne organizowane przeze mnie obchody upamiętniające tamtą tragedię, aby spełnić ostatnią wolę swojego Ojca. Chciał, aby Jego cząstka pozostała tu, na polskiej ziemi, gdzie 68 lat temu zostały rozrzucone po polach szczątki Jego sześciu Kolegów-Pilotów oraz gdzie miał niemałą grupę już naszych wspólnych Przyjaciół… I synowie Vernona Jego wolę spełnili… Pozostawili cząstkę swojego Ojca na polskiej ziemi, tej ziemi, którą zamiast przeklinać tak bardzo ukochał, a mnie Jego testament! Dlatego ja dzisiaj, swoim udziałem w tym plenerze, oddałem hołd Vernonowi, Przyjacielowi jakich kilku mam od wielu lat, ale dzisiaj już się takich nie spotyka! Zresztą chyba oddałem to wszystko tytułem swojej pierwszej fotografii prezentowanej na wystawie?
– Dzięki…
I nie miej żalu, kiedy cały ten twój wywód opublikuję, aby… razem z Tobą oddać hołd Vernonowi Christensenowi.

P.S. Galerię poniżej zamyka fotografia pokazująca Zygmunta Krausa podczas wernisażu w Brzeźnicy stojącego obok swoich prac oraz sześć prac Zygmunta tam właśnie prezentowanych.

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT