Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Witkowskiemu do… sztambucha!
Witkowskiemu do… sztambucha! czwartek, 31 Lipiec 2014, godz. 12:29

Powinienem zacząć i zacznę tak: panie Witkowski, pan mówi i pan ma!

Bo tylko dlatego, iż „wywołany na facebooku do tablicy” przez Mariusza Witkowskiego, byłego komorniczego „asystenta” a obecnie czołowego prawnika Inicjatywy Wolne Wadowice, przedstawię tu jedną jedyną sprawę, ale jakże jaskrawo obrazującą zarówno rzetelność i prawość wadowickiej policji, prokuratury i sądu, jak i… prawdomówność tegoż Mariusza Witkowskiego i jego pryncypała – jak powiedziałaby Filipiakowa nijakiego Urbanowicza… Komornika przy Sądzie Rejonowym w Wadowicach, któremu wydaje się, że stoi ponad prawem, bo chronią go od 2002 roku, wcześniej prezes wadowickiego tego niby sądu (dzisiaj vice), a teraz obecny!
I jak pewnie sami zauważycie, nic się tu przez 12 lat nie zmieniło…

Zacznę jednak od faktu, iż już w 2001 roku, na mój wniosek Sąd Rejonowy w Wadowicach zawiesił wszystkie postępowania egzekucyjne wobec „dłużnika” Edwarda Wyroby i dopiero w dniu 09 października 2002 roku, odwiesił te zawieszone i wydał postanowienie o wyznaczeniu „komornika” Urbanowicza, jako organu egzekucyjnego dla wszystkich egzekucji, w tym i egzekucji na podstawie tytułu egzekucyjnego z ZUS, też z października 2002 roku

Ale – co przeczytacie w protokole z rozprawy z dnia 27 września 2006 roku, str. 9. – biedny Urbanowicz w dniu 23 lipca 2002 roku nie wiedział, że… postanowienie Sądu Rejonowego w Wadowicach z dnia 09 października 2002 roku oraz tytuł wykonawczy ZUS z dnia 21 listopada 2002 roku, nie są… nieprawomocne!

Prawda, że prawnicza to rewelacja?
Bo tylko debil w lipcu 2002 roku miał prawo być przekonany, że decyzje z października 2002 roku są już prawomocne!

I takie łajdackie oświadczenie Urbanowicza „kupił” sądowy pajac – bo sędzią trudno go nazwać – nijaki… Bakunowicz!
Zresztą, parcie na Wyrobę miał Bakunowicz takie, że „kupił” wszystkie kłamstwa i to nie tylko w tej sprawie
(o czym więcej w kolejnych materiałach)
Dowodów ci na to dostatek!

I obok kłamstw „policmajstrów”, „kupił” też kłamstwa Mariusza Witkowskiego!

Ale kontynuujmy, bo wszystko to co napisałem i co jeszcze tu napiszę, przeczytacie w kolejnych opublikowanych poniżej postanowieniach, protokołach i wyroku..

Otóż, w czasie, kiedy postępowanie egzekucyjne było zawieszone, a więc w przywołanym już wyżej dniu 23 lipca 2002 roku, tenże nijaki Urbanowicz – razem ze swoim asystentem Witkowskim, Mariuszem Witkowskim, i dwoma „policmajstrami” od Jana Kajdasa (tego samego, co z Komendanta KPP awansował na Komendanta… Straży Miejskiej!) – przyszedł na nieruchomość moich Rodziców i przy kategorycznym sprzeciwie mojej Mamy, pod nieobecność moją i mojej rodziny, wlazł do zajmowanego przeze mnie mieszkania, gdzie z pokoju gościnnego… ukradł – tak, po prostu ukradł 5.000,- złotych (słownie złotych: pięć tysięcy 00/100).
Ale, że na wszystkie świętości zarówno sam złodziej jak i jego wataha, z Mariuszem Witkowskim na czele, przysięgali przed pseudo prokuratorem, że Urbanowicz do pokoju – z którego w trakcie tej „wizyty” zginęło 5.000,- złotych – absolutnie nie wchodził, złodzieja sąd uniewinnił, a przeciwko mnie spreparowano akt oskarżenia i finalnie skazano za…
Za co?
Dowiecie się z wyroku poniżej, który we mnie do dzisiaj budzi… litość!
Nad tym… pajacem, co go wydał!

Bo jest w tej sprawie tylko jedno malutkie… „ale”!

O tym, że Urbanowicz łaził po tym feralnym pokoju, wiedzieli wszyscy, ale mówiła jednak nie tylko moja Mama – Irena Wyroba!
No nie, oczywiście że nie mówił kłamca Mariusz Witkowski…
Chociaż jeden z policyjnych  łgarzy – Płotek, fakt ten potwierdził podczas rozprawy w dniu 27 września 2006 roku!
Ale istotne jest to, iż nagle – podczas rozprawy w dniu 29 maja 2006 roku – ten sam Urbanowicz, który wcześniej zarzekał się, że do przedmiotowego pokoju nie wchodził, na stronie 5. zeznał m.in., że „może” wszedł do tego pokoju, ale nie pamięta, czy… wchodzili też tam za nim policjanci czy nie?
Jest nawet stwierdzenie, że stojąc za nim, „policmajstry” stały za progu tego pokoju!
Prawda, że dobre?
Zwłaszcza w tym fragmencie, iż on „może” wchodził, ale nie pamięta czy… policjanci rzeczywiście wchodzili za nim, czy nie?
Dobrze, że moja Mama pamiętała…

Na co jednak ten sądowy pajac – Bakunowicz, nawet nie zareagował!
Pomimo, że składając zeznania w KPP w Wadowicach w dniu 31 października 2002 roku, ten sam Urbanowicz kategorycznie stwierdził, że…  nie wchodził do tego pokoju!

Również Mariusz Witkowski, przerastał sam siebie w kłamstwie oraz nadgorliwości zmierzających do ochrony złodzieja, i to zarówno w KPP w dniu 06 listopada 2002 roku, jak i przed tym niby sądem w dniu 14 czerwca 2006 roku, gdzie po odebraniu od niego przyrzeczenia zeznał, że Urbanowicz do przedmiotowego pokoju nie wchodził
Ba, Witkowski nawet zapamiętał, że Urbanowicz stał „… na progu”!
Chociaż Irena Wyroba przez około dziesięć minut Urbanowicza w przedpokoju nie widziała!
Pamiętał kłamca Witkowski również, że o dacie produkcji przedmiotów świadczy ich kolor, a nie dane z… tabliczki znamionowej przedmiotu wartościowego!

Więc jeżeli mam przyjąć wersję Mariusza Witkowskiego, to może faktycznie… niesłusznie podejrzewałem Urbanowicza?
Może Mariusz Witkowski mówił prawdę?
I „policmajstry tyż”?
Bo chyba nikt nie pytał, jak długo w tym pokoju, sam na sam z moją kasą, był sam… Witkowski?

No, może te cztery zdania żartów wystarczą…
Bo jak było naprawdę, poczytajcie sami…

Zwracajcie jednak uwagę na daty sporządzenia kolejnych dokumentów, bo nie są one publikowane tu chronologicznie…

Co wcale nie zmienia „wiarygodności” i „uczciwości” obecnego czołowego prawnika Inicjatywy Wolne Wadowice, a wówczas kłamliwego komorniczego asystenta, „aplikującego” na… zbójeckim prawie!
Że o wiarygodności, uczciwości i prawości policjantów, prokuratora, sędziego oraz samego Urbanowicza nie wspomnę…

Zwróćcie również uwagę, że Urbanowicz przyszedł tam, żeby… zająć!
Wszak takie przecież … zadanie komornika!
Ale w tym przypadku, tak jakoś dziwnie Urbanowicz nigdzie nie wchodził, nie zaglądał do żadnych szafek czy szuflad (ha, haa, haaa)
Dlaczego? Nie wchodził, nie zaglądał?
Chociaż do zajęcia
– napiszę brzydko – było… w pizdu!
A nawet więcej!
Bo to m.in. najnowocześniejszy na tamte czasy sprzęt audio-wizualny japońskiej firmy Hitachi
(telewizor, magnetowid, kamera wideo, wieża stereo ze zmieniarką na 5 płyt oraz czterema kolumnami o mocy 100 VAT), niespełna miesięczny komputer o najwyższych na tamte czasy parametrach, zaledwie dwa tygodnie wcześniej zakupiony fax, zabytkowy zegar kominkowy z 1920 roku, wart nie 5, ale kilkanaście tysięcy złotych, kolekcja zabytkowych aparatów fotograficznych, a na ścianach wartościowe obrazy, w tym przedwojenna grafika samego… (dzisiaj już nie ważne czyja, bo obecnie jej cena sięga kwoty 15. tysięcy złotych).
Oczywiście, wymieniłem tu tylko niektóre wartościowe przedmioty nadające się do zajęcia, bo w szafkach i szufladach było ich znacznie więcej… Jak choćby kolekcja monet zbieranych prawie 40 lat
(Mama była I skarbnikiem wadowickiego Oddziału NBP i miała dostęp do wszystkich monet, w tym kolekcjonerskich)!
I żadna z tych wartościowych rzeczy nie nadawała się do zajęcia?

Nie dziwi Was to?
Uwierzcie, że mnie nie!
No, nie mogła się nadawać, bo…
Jak już Urbanowicz ukradł te 5.000,- złotych, to musiał szybko uciekać, bowiem gdybym go tam zastał i zorientował się, że zginęła mi kasa odłożona na zapłacenie druku gazety „Nad SKAWĄ”, a później znalazłbym ją u niego, to miał świadomość, że… bez żadnych skrupułów i przy tych „policmajstrach, obiłbym chyba jedyną w tym towarzystwie… ryżą mordę!

A tak zostało mi tylko, zaraz po odkryciu złodziejstwa, jeszcze 23 lipca 2002 roku, zawiadomić Policję o kradzieży!
Dlatego całej reszty komentował nie będę, bowiem dokumenty mówią same za siebie…

Więc tylko życzę miej lektury…
Zwłaszcza Mariuszowi Witkowskiemu!
I tym wszystkim, którym Urbanowicz… „egzekwuje”.

Obiecuję też, że to nie ostatnia „perełka” wadowickiej, komorniczo-sądowej „sprawiedliwości”…
Już za kilka dni przedstawię dokumenty, z których jasno wynika
– niestety nie dla wadowickich „adwokatów” w prokuratorskich togach – że Urbanowicz z obecną wiceprezes Sądu Rejonowego w Wadowicach, po prostu ukradli mojego Fiata 126p…

Bo nadeszła już ta pora, aby w oparciu o dokumenty pokazać nie tylko to, o czym piszę od dawna…
Że na progu wadowickiego sądu kończy się sprawiedliwość…
Ale i to, jak lokalna mafia samorządowa „kupowała” sobie kolejne… wyroki!

:)

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT