Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Tu i tam... » Wywołany do tablicy, pozwolę sobie odpowiedzieć…
Wywołany do tablicy, pozwolę sobie odpowiedzieć… piątek, 31 Październik 2014, godz. 14:28

Pytanie do JurczakaNa portalu www.wadowiceonline.pl, padło pytanie (vide: obok) ze strony anonimowego, ale za to ogromnego fana dr Mateusza Klinowskiego, co prawda do kandydata na burmistrza Wadowic – Zbyszka Jurczaka, ale jego treść jednoznacznie wskazuje, iż to ja jestem jego adresatem.
Dlaczego…
Bo chociaż Pismo Regionalne Ziemi Wadowickiej „Nad SKAWĄ” od 1993 roku wydawane było przez jednego z prywatnych przedsiębiorców z Tomic, a jego redaktorem naczelnym był przez ten okres nieżyjący już pan Michał Kręcioch, to z powodu ówczesnych zawirowań politycznych, już od 1995 roku, będąc całkowicie niezależnym od układu z ratusza, przejąłem na siebie zarówno ciężar wydawcy jak i obowiązki redaktora naczelnego tego wydawnictwa. I taki stan trwał do końca.
Tak więc to mój głos był głosem w „Nad SKAWĄ” decydującym (wbrew opinii p. B. Kota)
Również w kwestii zaprzestania wydawania gazety…

I zrobiłem to z bardzo może prozaicznej przyczyny, ale jakże prawdziwej…
Po prostu uznałem, że zachowania wadowiczan w kolejnych wyborach wskazują, iż nie dorośli oni do demokracji, żyjąc nadal w poprzednim systemie serwowanym im autokratycznymi rządami Filipiakowej, tyle, że pod fałszywą nazwą „demokracji i patriotyzmu”. A nadto wiedza przekazywana na łamach gazety, potwierdzana w większości dowodami z dokumentów, była zbyt trudna do zrozumienia przez przeciętnego Czytelnika… Więc uznałem, że szkoda naszego wspólnego czasu (bo nad materiałami pracował duży jak na nasze warunki zespół ludzi – w tym, o czym może zapomniał? – również pan B. Kot), na przekazywanie lokalnej społeczności czegoś, czego nie tylko nie rozumiała, ale jeszcze w wielu przypadkach starała się zaprzeczyć, zwłaszcza tym materiałom w pełni udokumentowanym.

Zresztą nic od czasu zaprzestania wydawania pisma „Nad SKAWĄ”, nie zmieniło się na Wadowickiej Ziemi…
No może tylko tyle, że obrażając tych już nieżyjących, którzy od lat osiemdziesiątych tworzyli w tym mieście opozycję, w latach dziewięćdziesiątych skupioną wokół pisma „Nad SKAWĄ” (mnie i tych jeszcze żyjących członków redakcji nie jest wstanie niczym obrazić!), dr Mateusz Klinowski orzekł, że jest pierwszą opozycją w tym mieście, tyle że w swoich „opozycyjnych” działaniach ujawniał w zasadzie wiedzę publikowaną właśnie na łamach „Nad SKAWĄ” na przełomie wieków…

Ot, takim sztandarowym przykładem jest tzw. „willa w Kleczy”, zakupiona przez Filipiakową dla Przewodniczącej Miejskiej Komisji Wyborczej, po kłamstwie na sesji Rady Miejskiej (protokół z sesji do wglądu), iż budynek będzie adoptowała na… osiem mieszkań komunalnych!
Tylko, że w materiałach „Nad SKAWĄ” sprawa ta została opisana już w roku 2000!
I całościowo, a nie wybiórczo, jak przez dr Klinowskiego, żeby… nie szkodzić Filipiakowej.
Wszak nigdzie w materiałach odświeżanych za „Nad SKAWĄ” przez dr Klinowskiego, niczym śmierdzący kotlet, nie zauważyłem informacji o tym, że Filipiakowa kupiła tę „willę”, nie tylko za 240.000,- tysięcy złotych, kiedy w ogłoszeniach wiszących latami wyceniona była na 210.000,- złotych, a telefonicznie – na kilka dni przed oszustwami Filipiakowej na forum Rady Miejskiej – uzgodniliśmy cenę jej zakupu za kwotę 170.000,- złotych. Widać, pan dr Klinowski nie doczytał reszty materiałów w „Nad SKAWĄ” w tej sprawie… Bo było w nich również, że Filipiakowa kupiła posesję (bo to nie tylko „willa” ale i działka) bez drogi dojścia i dojazdu, o którą potem bezskutecznie walczyła przed sądem za nasze podatki, w dodatku okłamując sąd treściami pism procesowych (do dzisiaj mam zachowaną pełną dokumentację w tej sprawie).

Czy więc był sens choćby poświęcania naszego czasu na robienie czegoś, do czego większość dorosłej populacji w regionie tak naprawdę nie dorosła? I to nawet nie do czasu zaprzestania wydawania „Nad SKAWĄ”… Bo komentarze na portalach społecznościowych jednoznacznie wskazują, że wielu nie dorosło do dzisiaj…
Wielu jeszcze nie ma pojęcia o rzeczywistych mechanizmach demokracji, przyjmując za takowe autokratyczne rządy wychowanej w poprzednim ustroju Filipiakowej, przeniesione na grunt polityczny po zmianach ustrojowych.

I nie piszę tego w oparciu o wulgarne komentarze anonimowych chłystków, akceptowane przez wydawców lokalnych portali (chociaż są mi całkowicie obojętne, bo świadczą, zwłaszcza te ostatnie, wyłącznie o poziomie kultury w ekipie kandydata dr Klinowskiego), czy mających najwięcej do powiedzenia swoimi komentarzami w wadowickich sprawach mieszkańców Andrychowa (zwłaszcza jednego mocno płaczliwego!), ale w oparciu o rozmowy z ludźmi zdawałoby się, że rozsądnymi, którzy jawnie deklarując w wyborach poparcie dla Ewy Filipiakowej, przez kolejne cztery lata zachodzą do mnie tylko po to, aby narzekać i wypłakiwać się na jej rządy!
Że wielu z nich już zmądrzało przekonałem się cztery lata temu, kiedy liczba głosów oddanych w wyborach na burmistrza Wadowic na Zbyszka Jurczaka, przerosła moje (i nie tylko) najśmielsze oczekiwania…
Bo o tym, że nie zwycięży, wiedzieliśmy już wtedy, kiedy stawialiśmy na Jego kandydaturę…
Ale nie przypuszczaliśmy, że pomimo wezwań z ambony i zmasowanej propagandy zakłamania ze strony jej ekipy, około jedna trzecia wyborców będzie zdolna do uwierzenia rozumem, a nie rozumowania wciskaną im wiarą i oddania głosu na kandydata, który w zasadzie żadnej kampanii wyborczej wówczas nie prowadził!

Czy te kolejne cztery lata cokolwiek zmieniły?
Nie wiem!
Bo kiedy okazało się, że w tych wyborach będzie aż czterech pretendentów do fotela burmistrza Wadowic, dawało się odczuć euforię połączoną z nadzieją na zmiany!
Ale czym bliżej wyborów tym bardziej zanika zarówno euforia jak i nadzieja…
Wielu moich rozmówców, zwłaszcza po jednoznacznie ustawionej debacie trzech kandydatów zaczyna wątpić…
O czym to świadczy?
Że jednak nie dorośli do demokracji…
Że nie dociera do nich świadomość, iż w obecnym systemie, to oni mają siłę rządzenia, właśnie przy urnie, przy pomocy karty wyborczej! Oni wszyscy nadal uważają, że to czy pójdą do wyborów czy nie, to i tak nic nie zmieni… Nie dociera do ich świadomości, że przy frekwencji wyborczej w porywach do około 40 %, tak naprawdę włodarzy wybierają właśnie ci, którzy do wyborów nie idą, ale za to potem mają najwięcej do pyskowania na… złe rządy!

Dlatego uważam, że nikt z nas nie powinien zadawać sobie pytania: co to zmieni?
Ale za to każdy powinien iść w dniu wyborów aby oddać swój głos wedle własnego sumienia i przede wszystkim dlatego, aby samemu mógł się przekonać, że w spawie zmian to właśnie ona/on, ma decydujący głos! Że to, czy do wadowickiej gminy po latach autokratycznych i wstydliwych (że o innych, już przeze mnie dawno opisanych, nie wspomnę) rządów Filipiakowej i jej ekipy wróci uczciwość oraz rzetelność w służbie wyborcom, zależy właśnie od jej/jego głosu!

Nie jest moim zamiarem obrażanie kogokolwiek tym materiałem, ale wyłącznie uświadomienie opornym i niezdecydowanym, że tak naprawdę nigdy jeszcze w swoim – czasem długim już życiu – demokratycznych rządów w wadowickiej gminie nie doświadczyli i właśnie teraz stoją przed ogromną szansą, aby nie tylko się o tym przekonać, że mogą coś w tej gminie zmienić, ale też przed szansą poznania dopiero 25 lat od zmian ustrojowych, co to takiego ta… demokracja!

Czy z tej szansy skorzystają?
Wspólnie dowiemy się we wczesnych godzinach porannych… 17 listopada!

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT