Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Zgodnie z naszą Konstytucją oraz Konwencją europejską mamy pełne prawo do krytyki i wszechstronnej oceny osób publicznych! Ale… czy na pewno?
Zgodnie z naszą Konstytucją oraz Konwencją europejską mamy pełne prawo do krytyki i wszechstronnej oceny osób publicznych! Ale… czy na pewno? wtorek, 4 Grudzień 2018, godz. 16:26

00 - NBP+KNFOstatnia burza wokół wniosku Prezesa Narodowego Banku Polskiego, występującego w imieniu reprezentowanej instytucji o sądowy zakaz dla publikacji prasowych, tylko, że nie mówiących o NBP, ale o związkach samego jego prezesa z szefem Komisji Nadzoru Finansowego, któremu Prokuratura postawiła zarzuty a Sąd wydał decyzję o aresztowaniu na okres dwóch miesięcy, budzi nie tylko duże, ale wprost uzasadnione emocje społeczne.
A zarazem pytanie: czego boi się prezes NBP?
I na odpowiedź – zarówno na to pytanie, jak i na pytanie tytułowe – poczekamy może nawet niezbyt długo, zwłaszcza, że w ujawnionym nagraniu rozmowy szefa KNF z właścicielem jednego z banków, nazwisko prezesa NBP przewijało się wielokrotnie…
Dlatego próbę powrotu cenzury z ul. Mysiej na szczytach co raz bardziej kulejącej władzy pozostawię dziennikarzom, zwłaszcza tym, których materiałów wnioski prezesa NBP  dotyczą oraz politykom…

Bo cenzurowanie informacji, to nie tylko domena władz centralnych…
Ono wręcz dużo częściej występuje na dole hierarchii osób publicznych.
To w gminach, powiatach, województwach jest najwięcej osób publicznych, którym wydaje się, że obywatele nie mają prawa uzyskiwać i rozpowszechniać informacji o ich działaniach oraz, że przedstawiciele lokalnej społeczności, zwłaszcza ci niepokorni, nie mają prawa do oceny i krytyki ich działań…
Więc zwłaszcza im może przypomnę, że…

Wolność wypowiedzi jest fundamentalną wartością w społeczeństwie demokratycznym i jako zasada została wyrażona w art. 54. ust. 1. Konstytucji, a także w art. 10. ust. 1. Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z dnia 4 listopada 1950 roku.
W jej ramach co do zasady powinno dochodzić do nieskrępowanej wymiany myśli i poglądów na temat wszelkich zjawisk społecznych, które budzą lub mogą wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa.
W tak nakreślone ramy konstytucyjnej zasady wolności wypowiedzi wpisuje się prawo każdego z nas do oceny i krytyki wypowiedzi i działalności osób publicznych.
Działalność każdej osoby publicznej powszechnie znanej, nawet powinna być oceniana przez tych obywateli, którzy przekazując ogółowi informacje na temat ewentualnych nieprawidłowości czy wręcz patologii życia publicznego z własnej woli, niejako z ramienia społeczeństwa sprawują kontrolę nad prawidłowością funkcjonowania przedsiębiorstw, stowarzyszeń czy instytucji państwowych.
Wypowiadając się na temat wolności wypowiedzi trzeba zadać sobie pytanie jakie są jej granice, bo przecież jasne jest – co najmniej od czasu Raskolnikowa – że nieograniczona wolność w żadnej dziedzinie życia nie jest ani możliwa ani pożądana.
Nie wdając się w bardziej szczegółowe rozważania można stwierdzić, że doktryna prawa oraz judykatura stoją na stanowisku, że wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się sfera dóbr osobistych innych osób. Mówiąc językiem potocznym można krytykować wszystko i wszystkich, ale w sposób stonowany.
Inaczej jednak kwestia ta wygląda w przypadku osób sprawujących funkcje publiczne.
Na gruncie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyjęto zasadę, iż ochrona dóbr osobistych uzależniona jest od roli publicznej pełnionej przez osobę, której działania stają się przedmiotem oceny i krytyki.
Również Sąd Najwyższy w licznych orzeczeniach daje wyraz zasadzie, iż osoby podejmujące działalność publiczną w sposób nieunikniony wystawiają się na kontrolę i reakcję ze strony opinii publicznej, w tym szerokiej dzisiaj gamy mediów społecznościowych.
Podkreślenia wymaga fakt, iż taka postawa jest wpisana w rolę osoby publicznej, gdyż jej mandat do sprawowania dobrowolnie przyjętej na siebie funkcji, został jej udzielony przez określoną grupę społeczną, więc społeczeństwo musi mieć prawo poddać postępowanie takiej osoby publicznej ocenie oraz krytyce.
Każda osoba publiczna powinna więc „wliczyć w koszty swej działalności” to, że wystawia swoje postępowanie (także w dużej mierze życie prywatne, które w przypadku innych osób jest chronione), na krytykę i zainteresowanie ze strony innych, które stanowią swoiste vox populi. Osoby publiczne muszą wykazać więc większy stopień tolerancji wobec krytyki skierowanej przeciwko nim, w tym krytyki za pomocą mediów elektronicznych, którymi są przywołane wcześniej portale społecznościowe czy bardzo popularne już w  sieci internetowej blogi.
Warto w tym miejscu przytoczyć fragment orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie z 28 sierpnia 2003 r. o sygnaturze akt III KK 246/2003, w którym Sąd ten stwierdza iż „… inaczej należy traktować wolność słowa w sferze prywatnej, inaczej zaś w sferze życia publicznego. W tej ostatniej zakres wolności słowa musi być szerszy, a osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcję społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej, a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa.”
Aby podsumować: problem kolizji zasad wolności słowa i ochrony dóbr osobistych jest problemem złożonym.
O ile w przypadku przeciętnego człowieka ochrona jego dóbr osobistych będzie miała znaczenie prymarne, o tyle osoba o statusie osoby publicznej musi się liczyć z ostrzejszą krytyką swych słów oraz działań – szczególnie tych, które podejmuje w życiu publicznym, co z kolei stanowi emanację demokratycznego państwa prawa.
I powyższy materiał oparłem o słowa adwokata, pani Izabeli Stalmach.

Ale nie tylko one potwierdzają, co napisałem…
Bo m.in. wielu mieszkańcom naszej gminy próbuje się zamykać usta od dawna, czego najlepszym przykładem jest m.in. oskarżenie byłego wydawcy i redaktora „Nad SKAWĄ”, przez byłą już /i całe szczęście/ posłankę na Sejm RP, za informacje zawarte w wydaniu specjalnym gazety, zatytułowanym: „Byłem kierownikiem biura poselskiego…”.
Jak się to skończyło – już w 2014 roku opisano na tym blogu TUTAJ, więc nie będę się powtarzał, szczególnie, że w materiale opublikowane zostały wyroki zarówno sądu I, jak i ten prawomocny – II instancji.

A dlaczego o tym piszę?
Bo widzę, że dla wielu osób publicznych w Polsce, którym informacje i bywa, że w większości podawane czytelnikom bądź słuchaczom w formie satyrycznej – pozostającej pod ochroną prawa, w tym prawa unijnego – stają „ością w gardle”, marzy się powrót do czasów słusznie minionych, a więc z Urzędem Cenzury przy ul. Mysiej w Warszawie…

Stąd na koniec, też satyrycznie powiem więcej – może wszystkich tych „poruszonych” zatrudnić w Urzędzie Cenzury i jak drzewiej bywało, przy ul. Mysiej w Warszawie, a prezesa NBP powołać… na jego szefa? 😀
I będzie – jak mówi dzisiejsza młodzież – GIT! 😛

Roch Polus

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT