Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Takie różne z życia wzięte... » Życie bywa brutalne…
Życie bywa brutalne… piątek, 1 Kwiecień 2016, godz. 21:02

Jak mówi sama nazwa tej nowej zakładki, znajdą się w niej materiały wzięte z życia, wszystkie…
Jedne okażą się być bardzo poważne w swej treści, inne satyryczne, a więc takie, jakim jest nasze codzienne życie…
Będą to jednak materiały w większości wspomnieniowe, okazjonalne, czasem może nawet już kiedyś publikowane na łamach pisma „Nad SKAWĄ”, którego przez kilka lat byłem wydawcą i redaktorem naczelnym i tylko dlatego, że jednemu z rzekomo większych „opozycjonistów” w tym mieście zmiękła opozycyjna „rura”…

Zastanawiam się, czym podzielić się z Wami na początek?

Może zadebiutuję o tym, jak w latach jeszcze ’90 ub. wieku, dnia pewnego, którego już nie pamiętam, ale na pewno około godz. 11:15, podczas jednej z rozpraw, której przewodniczył sprzedajny Jerzy B. /sędzią nawet dzisiaj go nie nazwę/, odmówił przyjęcia ode mnie wniosków dowodowych, które w całości podważały akt oskarżenia, spreparowany przez „adwokaturę” lokalnej mafii, wówczas kierowaną przez Wiesława W.
Nie wiem, czy potraficie sobie wyobrazić moje wkurwienie…
Ale, że wiecie, iż język, podobne jak Andrzej Sikorowki, przeważnie mam szewski, rzuciłem odpowiednią do sytuacji „wiązanką”, wyszedłem z sali rozpraw i kiedy już zamykałem drzwi usłyszałem, jak Jerzy B. wywrzeszczał wysokość nałożonej na mnie grzywny, za… obrazę „sądu”, którego de facto akurat na tej sali rozpraw nie było…
I pewnie sobie pomyślał, że poszedłem do domu…
Ja jednak udałem się do sekretariatu…
Prezesa…
A tam – na pewno pamiętana przez wszystkich „bywalców” przybytku wadowickiej Temidy – pani Marcelina P. przyjęła ode mnie skargę na onego Jerzego B., starannie odnotowując zarówno godzinę mojego przybycia do sekretariatu /11:20/, jak i godzinę zakończenia spisywania protokołu /11:40/, którego kopia, potwierdzona za zgodność z oryginałem, została mi wręczona przy opuszczeniu sekretariatu…
I wtedy poszedłem prosto na… piwo!

Po upływie około miesiąca przyszedł przekaz…
Na tę kwotę wywrzeszczaną przez Jerzego B.
Jednak coś nie dawało mi spokoju, więc zamiast do banku poszedłem do sekretariatu wydziału karnego wadowickiego sądu i poprosiłem o akta mojej sprawy, aby zapoznać się z protokołem tamtej rozprawy…

Nawet nie wiecie, jaką miałem satysfakcję, kiedy w protokole przeczytałem coś mniej więcej takiego /mam go do dzisiaj, ale nie chce mi się szukać w archiwum, bo musiałbym wówczas opublikować ten tekst za tydzień/: … w tym miejscu oskarżony, używając słów powszechnie uznanych za obraźliwe zwrócił się do sądu i bez zezwolenia sądu opuścił salę rozpraw. Za obrazę sądu na oskarżonego nałożono karę grzywny w wysokości… /tu przemilczę/. Na tym rozprawę zakończono. Godzina: 13:40.

Cóż mi pozostało?
Odesłałem przekaz prezesowi wadowickiego sądu, aby przekazał wraz z nakazem zapłaty… Jerzemu B.
Oczywiście wraz z dowodami, które dostatecznie potwierdzały, że oskarżonego Wyroby o godz. 13:40 nie było w sądzie już od… dwóch godzin!

Ile za te dopisane do protokołu rozprawy dwie godziny zarobił Jerzy B.?
Nie wiem…
Ale dla mnie jest to nawet dzisiaj mało istotne…
Istotne jednak jest nadal, że w tamten czas życie okazało się bardzo brutalne…
Dla Jerzego B.!
Niestety, w moich oczach ani wówczas ani nigdy później… nie będącego sędzią!

A teraz wspomniany wyżej Andrzej Sikorowski, jakże bratnia mi dusza i to nie tylko w tym utworze!

P.S. Aby być do bólu szczerym dodam, że już nigdy i nikt nie usłyszał z moich ust tak brutalnej prawdy o sobie, jaką na koniec tamtej rozprawy usłyszał właśnie… on!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT